Menu
w wirze przyczynowo-skutkowym

w wirze przyczynowo-skutkowym

Życie jest takie krótkie i takie… dziwne.

Niczym w historii o motylu, który porusza skrzydłami na drugim końcu globu wywołując tornado na przeciwnym, ciągle dzieje się coś w jakimś wirze przyczynowo – skutkowym. 

 W jednym miejscu ktoś się rodzi, płacz miesza się ze śmiechem, cisza poranka rozpada się wobec cudu. 

 Gdzieś, może kilometr dalej, ktoś umiera i jest to tragedia. Szczególnie dla tych, co zostają.

 Gdzieś dzwoni telefon i kolejne “tak” staje się początkiem nowego życia. Takiego, na które czeka się od dawna z mieszanką nadziei i strachu.  

 Ktoś siedzi obok i ma ściśnięte gardło, ktoś inny czuje, jakby pociąg, którym do tej pory jechał zostawił go na jakiejś pustej stacji, na której tylko hula wiatr. Nie wiadomo co robić, nie wiadomo gdzie iść, nie ma rozkładu jazdy. 

 

Cuda i tragedie, niespodzianki i smutki, radości i codzienność. 

  

A w tym wszystkim zwykli my. Z kłótnią o to, że znów zabłocone buty i wycieraczka w piachu. Że się spóźnię, nie dotrzymam terminu.

 Komuś się mleko rozlało, ktoś wrzeszczy i ciska się po pokoju, bo zapomniał co jest ważne i pierdoły weszły mu na głowę. Ktoś inny stłukł kubek. Zbierając kawałki szkła z podłogi ukłuł się w palec, kropla krwi przypomniała mu, że naprawdę jest. 

 

Znów: miłość, śmierć, życie, codzienność. Błyski świadomości. 

 

 

14:25 , 20/06/16 Możliwość komentowania w wirze przyczynowo-skutkowym została wyłączona